
Karkonosze od wieków swoją magiczną siłą przyciągały ludzi niecodziennych. Do rzędu takich, dziś już zapomnianych postaci, należeli Hannah i Hanns Fechner.
Hannah Fechner z domu Riehm (1864-1934) pochodziła z rodziny pastora. W młodości wstąpiła do angielskiej służby misyjnej w Indiach, gdzie przebywała 24 lata. Założyła tam około 50 szkół i szpitali, żyjąc cały czas w bliskim, bezpośrednim kontakcie z ubogą ludnością. Zafascynowana kulturą buddyjską, uważana była za jedną z najlepszych znawczyń Indii. Niespodziewany wybuch I wojny światowej w sierpniu 1914 r. zastał ją na urlopie w Niemczech, co nie pozwoliło jej powrócić na ukochany subkontynent i praktycznie zniszczyło jej dotychczasową egzystencję. Ta drobna, o gładko zaczesanych włosach i w okularach o charakterystycznej, ciemnej oprawie postać była niezwykle serdeczną i pełną energii osobą.
Po powrocie do Niemiec rozpoczęła udzielać korepetycji z języka angielskiego, a także zaczęła zajmować się twórczością literacką. W pisanych z talentem szkicach i opowiadaniach przestawiała liczne fragmenty wspomnień ze swojego pobytu w Indiach. Na początku lat dwudziestych poznała Hannsa Fechnera. Dnia 28 grudnia 1921 r. wygłosiła w Szklarskiej Porębie wykład zatytułowany „Tajemnice indyjskich fakirów”, a 3 stycznia 1922 mówiła o indyjskich kobietach. W tym też czasie poznała Hannsa Fechnera, a od 1923 r. na stałe zamieszkała z nim w Szklarskiej Porębie i wzięła z nim ślub. W domu przy ul. Dolnej miała buddyjski ołtarzyk, który przywiozła z Indii. Skromna i cicha, aktywnie uczestniczyła w życiu dawnej kolonii artystów pod Szrenicą. W majowym numerze miesięcznika „Der Türmer” z 1933 r. ukazał się ciekawy esej jej autorstwa, a poświęcony życiu artystycznemu Szklarskiej Poręby w tym czasie:
Przy Dorfstraße w Średniej Szklarskiej Porębie ciągle jeszcze stoi wiejska chata z przynależnym terenem pełnym starych drzew, mieniących się żywymi kolorami łąk, z przepięknym widokiem na prastare góry; miejsce, które stało się zaczynem duchowego życia Szklarskiej Poręby – dom Carla Hauptmanna. Gdy oto Carl i Gerhart Hauptmann wraz ze swoimi małżonkami w 1890 r. wędrowali w górach od Świeradowa Zdroju do Szklarskiej Poręby w poszukiwaniu malowniczej siedziby artystycznej, niczym objawienie ujrzeli nieruchomość Simona przy Bergstraße, obok gościńca „Zur Sonne” i postanowili ją nabyć. Transakcję zawarto niezwłocznie.
Nazwisko Hauptmann działało niczym magnes, przyciągający do Szklarskiej Poręby znane postaci świata kultury z daleka i z bliska, na dłużej lub na krócej. Przybyli więc do Szklarskiej Poręby Średniej Wilhelm Boelsche, Hanns Fechner, Hermann Hendrich, Bruno Wille, Geor Reicke, Werner Sombart, John Henry Mackay, a także Franz Metzner i Fritz Rumpf – uznani artyści, pisarze, uczeni. W taki sposób powstała – być może niezbyt szczęśliwie nazwana w taki sposób – Kolonia Artystyczna w Szklarskiej Porębie Średniej, przysparzając tej cichej wiosce wielkiej sławy.
Ileż głębokich przemyśleń tu snuto, ileż pomysłów przekuto na dzieła artystyczne! Ludek ów miał nieskończoną ilość pomysłów. Niejedno wesołe spotkanie artystyczne, nie jedna żmudna godzina pracy geniuszy mijały w „szwedzkim pawilonie” w ogrodzie Hauptmannów. Nie bez powodu „Święta Azów” – ku czci dynastii bogów nordyckich – cieszyły się tak wielką popularnością i gromadziły sporą grupę przyjaciół, którzy na terenie Hendrychowskiej „Hali Baśni” czcili dzień św. Jana, dzień letniego przesilenia słonecznego. Początkowo odbywały się nieformalne spotkania w gościńcu „Sonne”, w izdebce zwanej „Himmelschlüsselschen” („Kluczyk do nieba”), w karczmie „Zur Preußischen Krone” („Pod Pruską Koroną”), później w Domu Rzemieślnika.
Dysputy bywały ostre, często iskrzyło mocno pomiędzy zgromadzonymi. Piękne to czasy! Dziś zacierają się o nich wspomnienia. Niejedna z gwiazd przyblakła, inne zgasły, firmament poczerniał. Spośród starego kręgu w Szklarskiej Porębie pozostał jedynie Wilhelm Boelsche, ciągle młody, ciągle pełen pomysłów, który przy stole w gospodzie „Bachstelze”, gdzie w wolne sobotnie wieczory piło się w kręgu przyjaciół i rozmawiało o rzeczach wesołych i poważnych, wspominał dawne czasy. Niechaj Bóg was błogosławi, starzy bohaterowie ducha, niechaj błogosławiona będzie pamięć waszych nazwisk, myśli, słów i dzieł, krążących gdzieś we Wszechświecie, wspomagających ludzkość w postępie, obdarzających ją głębią i podniosłością. Ciągle przecież macie moc, płynącą z waszych dzieł. Jak już jednak powiedziano: wspomnienia nie umarły, żyją własnym życiem. W domu ojca i matki, genialnej malarki, mieszka Ilse Reicke, która w swoich utworach pisarskich, podczas publicznych odczytów – całą swoją osobowością niezmordowanie reprezentuje współczesny ideał kobiety, wychowując swoje trzy córki, tak bliskie jej duchowo, na swoje następczynie.
Również dom Johna Henry’ego Mackaya nie opustoszał: żyje tam i tworzy autor opowiadań Hans von Hülsen, mąż Ilse Reicke. Przy Oberweg dostojnie prezentuje się „Dom Zimmermann”, świątynia muz. Dla tego, kto przekracza jego progi, jest to niczym wstąpienie do skarbca pełnego zgromadzonych ze znawstwem ksiąg i dzieł sztuki. Doktorowie Joachim Zimmermann i Johannes Guthman mieszkają tutaj w miesiącach swojej artystycznego, literackiego natchnienia. Pośród odwiedzających ten całkowicie otwarty dla gości dom są postaci o wielkich nazwiskach. Wokół domu Fechnera wyczuwa się ciągle jeszcze obecność wielkiego artysty, który przezwyciężył tu nieodwracalne kalectwo, ślepotę, pisał wesołe książki i stał na straży nieprzemijających dzieł malarskich. „Hala Baśni” Hermanna Hendricha kryje liczne przedstawienia starogermańskich mitów i legend karkonoskich. Powstał również plan, by przekształcić dom Carla Hauptmanna w stały ośrodek kultury i sztuki, w którym – obok pamiątek po braciach Hauptmann – swoje miejsce znalazłoby także muzeum regionu. Zaiste piękna idea, dzięki której wystawiony zostanie pomnik nieśmiertelności wielkim artystom ze Szklarskiej Poręby.
Przejdźmy do domu Fabera, do miejsca zamieszkania ukochanego i szanowanego mistrza Hermanna Stehra, który tu, w zaciszu gór i lasu, w zapamiętaniu nadaje formę i życie swojej artystycznej duchowości. Kto chociaż raz spędził z poetą godzinę w wypełnionej artystycznym duchem atmosferze jego domu, poznał jego małżonkę, będzie pod ich wrażeniem do końca życia.
Co jednak z mistrzami palety i pędzla? Również o nich pamięć nie umarła. W 1922 r. walczący niezmordowanie o dobro sztuk pięknych mistrz Hanns Fechner założył „Stowarzyszenie artystów sztuk pięknych pod wezwaniem Św. Łukasza”. Patron ów okazał się jak najbardziej godnym wyborem. W dalszym ciągu trwa w hotelu „Zackenfall” gildia artystów. Najprawdziwsza, szlachetna sztuka regionu ciągle wystawiana jest w tych pomieszczeniach. Najgłębsze życzenie założyciela, by prawdziwa sztuka znalazła tu azyl, zostało spełnione. Oto właśnie tu wspólnota Św. Łukasza pod opieką pierwszego przewodniczącego, profesora Dell’Antonio – rzeźbiarza i dyrektora Szkoły Snycerskiej w Cieplicach – wiedzie swój artystyczny żywot. Należą do niej: de Paul Aust, profesor Arnold Busch, Werner Fechner-Weimar, Franz von Jackowski, Alfred Nikisch, profesor Alexander Pfohl, Hermann van Rietschoten, Ludwig Schmidbauer, Artur Wasner, Arthur Ressel. Czyż jednak w historii artystycznej tej miejscowości mogłoby zabraknąć kobiet? Przeciwnie – w pierwszym rzędzie należałoby tu wymienić pionierkę kulturowej tożsamości Szklarskiej Poręby, panią Annę von Koeckritz, której nazwisko zapisane jest złotymi zgłoskami w historii tej miejscowości. Jej piękny, położony nad Bieleniem dom przez wiele lat stanowił ośrodek duchowych i artystycznych działań w Szklarskiej Porębie. Dzięki wrodzonemu taktowi potrafiła ona zgromadzić natchnionych artystów, a także wspomagać ich. W sferze społecznej to ona stworzyła podwaliny sławy Szklarskiej Poręby i jej mieszkańców. Niechaj pozostanie w naszej pamięci!
Któż z odwiedzających Szklarską Porębę nie zna „Felderbusch”?! Tej oazy duchowego życia w jakże zmaterializowanych czasach. Duch Carla Hauptmanna, poety w istocie nieznanego i nie do końca zinterpretowanego, który w tym miesiącu obchodziłby 75 rocznicę urodzin, trwa tu dzięki jego pierwszej żonie, Marcie Hauptmann. Co czwartek spotykają się tu z nią przyjaciele zmarłego pisarza.
Jakże wielu gości pielgrzymuje do domu Joanny Lotty Hauptmann, jedynej siostry braci-pisarzy, by wysłuchać kolejnych opowieści z nieprzebranej skarbnicy historii i anegdot na ich temat. Muzyczny ośrodek stanowi przesiąknięte melodią domostwo Anny Teichmüller, córki filozofa Gustava Teichmüllera. Długoletnia przyjaciółka, a także muza Carla Hauptmanna, potrafiła jak nikt inny przełożyć treść wielu jego lirycznych dzieł na dźwięki muzyki. Wiele postaci kobiecych, wiele domostw przesiąkniętych miłością do sztuki wymieniać można jeszcze – lecz dość! Nie starczyłoby tu na to miejsca.
Wchodząc do Muzeum Huty Józefina odnosi się wrażenie, jakby w pełnym kosztowności skarbcu rozbłysła lampa Aladyna. Cóż za przepych, jakież niezliczone skarby! Najszlachetniejsze kształty kielichów, pucharów, mis, waz i wazonów przyciągają wzrok jaśniejąc w półmroku. Huta Józefina, założona w 1842 r. stała się ośrodkiem rzemiosła artystycznego. Od połowy ubiegłego wieku (XIX w. – przyp. tłum.) artystyczne szkło z huty Józefina zdobyło należne sobie miejsce na światowym rynku. Wielkim szacunkiem tedy obdarzyć należy dmuchaczy, szlifierzy, malarzy i grawerów, którzy w skromności swojej egzystencji przysporzyli sławy rodzimemu rzemiosłu artystycznemu. Ernst Simon, twórca dwóch przecudnej urody granatowych pucharów szklanych pokazanych na Światowej Wystawie w Londynie w 1851 r., Wilhelm Häckel, który ozdobił ich dekle i stopki przepięknymi arabeskami, winni pozostać w naszej pamięci. W muzeum znajdują się szkła wykonywane w najróżniejszych technikach, z malunkiem płaskim i porcelanowym czy też alabastrowe. Największe jednak wrażenie robią szkła szlifowane w manierze weneckiej według starego wzoru Murano, po latach przywróconej przez Franza Pohla, twórcę Josephinenhütte. Misy i szklanice z tzw. szkła filigranowego i nitkowego ryzowanego są dowodem na to, że ta prastara technika szklarska jeszcze nie zanikła. Katastrofalna sytuacja na rynkach światowych spowodowała załamanie się wyników finansowych huty, a co za tym idzie – także upadek szklarstwa artystycznego. Mieć więc należy nadzieję, że twórcom tym dane będzie odrodzić się w bardziej sprzyjających czasach. Niepowtarzalne grawerka mistrza Wenzela Benny, który sztukę swoją przekazał swojemu synowi dowodzi, że wielcy rzemieślnicy ciągle jeszcze istnieją.
Szklarska Porębo! Pisarska Porębo! Niechaj prawdziwi, prawi pisarze, czerpiący z najgłębszych pokładów twórczych objawień rozkwitają w Tobie! Bądź im „porębą” w ich twórczym rzeźbieniu historii świata, w ryciu wskazujących drogę runów, świadczących o ich nieśmiertelnym duchu!
tłum. Tomasz Pryll
Hannah Fechner zmarła po krótkiej chorobie w Szklarskiej Porębie dnia 10 kwietnia 1934 r. Jej ostatnią, niedokończoną pracą była książka poświęcona Hannsowi Fechnerowi. Zgodnie z życzeniem Hannah Fechner została skremowana w Jeleniej Górze i pochowana obok męża na cmentarzu ewangelickim w Szklarskiej Porębie Dolnej. (Wiater, s. 152)

Hanns (Johannes) Fechner (1860-1931) był w życiu dawnej kolonii artystów w Szklarskiej Porębie postacią doprawdy niecodzienną; niewysoki, zażywny, z rozwianą brodą, pod koniec życia wspierający się o laskę, lubił palić dobre cygara. Karkonosze poznał podczas szkolnych wakacji, które jako gimnazjalista spędzał u wuja w Bolesławcu, skąd wyruszał na górskie wędrówki. W 1887 r. jako młody malarz otrzymał prestiżową „Rompreiss”- „Nagrodę rzymską”. Pod koniec XIX w., po uzyskaniu gruntownego wykształcenia artystycznego, już jako profesor berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych i malarz pruskiego dworu królewskiego portretował najwybitniejsze postacie cesarskich Niemiec. Z tego okresu pochodzą realistyczne portrety publicysty Theodora Fontane, lekarza Rudolfa Virchowa, młodego Gerharta Hauptmanna, późniejszego laureata literackiej Nagrody Nobla czy pisarza Wilhelma Raabe. Jako malarz Hanns Fechner chętnie też portretował wybitne postacie świata polityki: cesarza Wilhelma II, cara Aleksandra, kanclerza Otto von Bismarcka, księcia Bernharda Bülowa, księcia Georga II. von Meiningen, księcia bawarskiego Luitpolda, ministra Viktora Podbielskiego. Nie stronił też od grafiki.

W początkach XX w. Fechner w Szklarskiej Porębie Średniej kupił wiejską chatę pochodzącą z 1713 r., położoną przy ul. Dolnej 11. Karkonosze i Góry Izerskie oczarowały go. Ta letnia posiadłość stała się z czasem jego stałym miejscem zamieszkania. W krótkim czasie zgromadził w niej wiele dawnych śląskich mebli ludowych. Wnętrze domu w 1908 r. tak opisywał A. Koeppen:
„I jeszcze po środku izby stoi stary komin, przy ścianie kolorowo malowana szafa, jak wcześniej tyka tik tak zegar ze swoimi wiszącymi ciężarkami. Oczywiście w domu musiano dokonać paru zmian, tak aby ze starej stodoły stworzyć jasną pracownię malarską.” [Koeppen, s.466-467]
Malarz swój dom nazwał „Hagal” tzn. „Hege des All” – „Schronienie dla wszystkich” co w pełni odzwierciedlało otwarty stosunek do świata niewidomego malarza. Nazwa Hagal odpowiadała też znakowi runicznemu, który był określeniem bogini Hel oznaczającym siłę szczęścia i niszczenia. W starszym alfabecie futhark run Hagal jest graficznie zbliżony do łacińskiej litery N. W znakach runicznych nadawanie przeciwstawnych określeń było czymś powszechnym, lecz możemy przyjąć, że Hanns Fechner zapewne identyfikował swoją posiadłość z pierwszym z tych znaczeń. Według innej interpretacji Hagal jest znakiem runicznym, którym określa się mistycyzm, doskonałość, objawienie i który chroni przed atakami złych mocy.

Na skutek nieszczęśliwego wypadku, któremu uległ w 1907 r. malarz częściowo utracił wzrok, a z upływem czasu ociemniał zupełnie. Z tego okresu pochodzi jeden z najbardziej przejmujących portretów autorstwa artysty, ukazujący zaprzyjaźnionego z nim Wilhelma Bölsche. Postać Bölschego jest niedokończona, ujęta w sposób szkicowy, malowana płaską plamą, co zupełnie nie odpowiadało sposobowi malowania Fechnera – znanego z wcześniejszych, realistycznych ujęć.
Hanns Fechner był inicjatorem i jednym z założycieli „Schlesiesche Bund für Heimatspiele” („Śląski Związek Teatrów Ojczyźnianych”), który szczególny nacisk kładł na zachowanie kultury i regionalnego dialektu. Stowarzyszenie to aktywnie działało na Śląsku w latach dwudziestych zrzeszając wiele teatrów amatorskich, a ruch ten cieszył się dużą popularnością. Oddział stowarzyszenia zawiązany został w Szklarskiej Porębie dnia 28 września 1919 r. Przewodniczącym oddziału stowarzyszenia został dr Alfred Koeppen, a jego zastępcą Hanns Fechner. Malarz częstokroć był w tym teatrze ludowym w Szklarskiej Porębie reżyserem, scenografem, autorem scenariuszy, a niejednokrotnie i aktorem.
Hanns Fechner był pomysłodawcą i członkiem honorowym „Künstlervereinigung St. Lukas in Ober-Schreiberhau” („Stowarzyszenia Artystycznego Św. Łukasza w Szklarskiej Porębie Górnej”), tzw. „łukaszowców” grupującego malarzy, którzy inspirowali swoją twórczość Karkonoszami. Po latach postać Hannsa Fechnera tak wspominał jeden z „łukaszowców”:
„Mistrz Fechner był naszą duszą, duszą naszego Bractwa św. Łukasza. On był cały nasz. Jego wielka miłość do sztuki była poprzez sztukę miłością do nas.” [Niebelung – Gleichnitz , s. 3]
Ideą Hannsa Fechnera było zorganizowanie w Szklarskiej Porębie festynu pod nazwą „Johanniswoche”. Była to impreza, podczas której osiadli tutaj artyści spotykali się twórczo z mieszkańcami Karkonoszy. Podczas imprez organizowanych zawsze w tygodniu, na który przypadała Noc Świętojańska, odbywały się przedstawienia teatrów ludowych, występy grup folklorystycznych, wieczory literackie, wystawy miejscowego rzemiosła, wernisaże malarstwa czy różnorodne koncerty muzyczne. Kulminacyjnym momentem tych festynów była Noc Świętego Jana, podczas której na polanach wokół Szklarskiej Poręby rozpalano dziesiątki ognisk będących miejscami wspólnych spotkań i zabaw (chyba, że padał deszcz, jak to miało miejsce w 1923 r.). Tydzień zamykał barwny przemarsz uczestników w strojach ludowych prowadzony przez całą miejscowość.
Żonie Hannah ociemniały Fechner dyktował wspomnienia ze swego artystycznego życia. w 1925 r. wydał dedykowane matce wspomnienia ze swojej berlińskiej młodości zatytułowane „Spreehanns”-” Janek szprewski”, które kontynuował w książce „Mein liebes altes Berlin” – „Mój stary, ukochany Berlin”. O karkonoskim Duchu Gór Hanns Fechner stworzył piękny zbiór baśni i legend zatytułowany „Bergzauber. Märchen aus Rübezahlreich”- ” Czar gór. Baśnie z królestwa karkonoskiego Ducha Gór”.
Opowiadał też o ludziach, których portretował, nadając wydanej w 1927 r. książce znamienny tytuł „Menschen, die ich malte” („Ludzie, których malowałem”), którą zadadykował „Hannah, mojej kochanej żonie, wiernej przewodniczce po ostatniej drodze życia”. Słowo wstępne do tej wyjątkowej książki napisał Hermann Stehr, wybitny niemiecki literat, mieszkający w tym czasie w Szklarskiej Porębie. Wśród szeregu zawartych w niej wspomnień o ludziach, których malował, w rozdziale poświęconym mieszkającemu po sąsiedzku literatowi Carlowi Hauptmannowi pojawiają się znamienne słowa: „Prawdziwi ludzie nie noszą na twarzy maski konwencji – oni ciągle są sami sobą”.(Fechner, s.74) W 1928 r. znany wrocławski rzeźbiarz Maximilian Schmergalski wykonał portretową, żeliwną plakietę z popiersiem Hannsa Fechnera, która wykonana została w „Paulinenhütte” w Nowej Soli. Plakieta ta była ufundowana przez specjalny komitet powołany dla uczczenia działalności ociemniałego malarza, którego członkami byli Max Liebermann, Wilhelm Bölsche, Gerhart Hauptmann i Hermann Stehr. W 1929 r. Werner Fechner, syn Hannsa z pierwszego małżeństwa, sportretował ojca w podeszłym wieku, a obraz nabyło miasto Wrocław.
Hannah i Hanns Fechner pochowani zostali poniżej prawego, górnego narożnika cmentarza, w niewielkiej odległości od nagrobków rodziny Bölsche, na prawo od dawnej alejki biegnącej równolegle do cmentarnego muru. Na skromnym, przewróconym dziś granitowym nagrobku widnieją fascimile podpisów małżonków oraz ich nazwiska i lata życia (Wiater, s. 152)
Przemysław Wiater

Przypisy:
- A. Koeppen, „Schreiberhau und seine Künstlerkolonie” [w:] „Schlesien” 1908/1909, s.465 – 471,
- Niebelung – Gleichnitz I., „Wilhelm Bölsche”, mps, b.d.w., s. 1.
- Fechner H., „Menschen die ich malte”, Berlin 1927, s. 74
- P. Wiater, „Zabytkowy cmentarz ewangelicki w Szklarskiej Porębie Dolnej” [w:] „Rocznik Jeleniogórski”, Jelenia Góra 1998, s. 147-155